W pierwszą listopadową sobotę, sympatycy tradycji jeździeckich, wielbiciele koni, poszukiwacze dobrej zabawy i amatorzy pysznego bigosu spotykają się na corocznym Biegu Św. Huberta, czyli popularnej pogoni za lisem. Kiedy słońce staje w najwyższym punkcie na niebie przed stajnią zaczyna się ruch. Pojawiają się ubrani odświętnie jeźdźcy i pięknie przystrojone konie - uczestnicy Biegu. Następuje oficjalna prezentacja jeźdźców i oczywiście "Lisa", jeszcze tylko szybkie sprawdzenie sprzętu i można już bieg rozpocząć.
Zawodnicy znikają nam z widzenia - jadą do lasu na rozgrzewkę. To ostatnia chwila dla wszystkich, aby jeszcze przed Biegiem zajrzeć do "Barku pod Studnią", który jak zwykle poleca wspaniały bigos, pyszne kiełbaski, domowe wypieki, grzane piwo i wiele innych specjałów.
Potem można już przenieść się na łąkę, i zająć sobie jak najlepszy punkt obserwacyjny. A jest na co popatrzeć. W ostatnich latach, oprócz naszych zawodników, w biegu licznie uczestniczą przedstawiciele wielu innych klubów jeździeckich, zapraszanych przez nas do udziału w Hubertusie.
Na łące ruch robi się więc wielki, koni jest mnóstwo, a przez to pogoń za lisem staje się ciekawsza. Każdy chciałby zostać zwycięzcą, ale ten może być tylko jeden.
Zdarzają się i upadki - niektórzy uczestnicy biegu, tak bardzo dążą do zwycięstwa za wszelką cenę, że nawet siła woli nie jest ich w stanie utrzymać na koniu i w ostateczności lądują na ziemi.
Śmiechu jest przy tym mnóstwo - wszak ktoś przecież musi dostarczyć trochę rozrywki zmarzniętym kibicom. Jednak przychodzi w końcu moment, kiedy zmęczony lis daje się złapać. To sygnał dla wszystkich, że właśnie skończył się bieg, ale zabawa wciąż trwa...
Po uroczystej dekoracji koni i uczestników czas na rundę honorową, a potem na oczekiwany przez wiele osób moment tradycyjnej kąpieli zwycięzcy w rzeczce. I nieważne, czy jest ciepło, czy zimno, czy bieg wygrała dziewczyna czy chłopak, kąpiel odbyć się musi. W końcu tradycja - rzecz święta.
Teraz już wszyscy spokojnie mogą wrócić do stajni, posilić się w barku, ogrzać przy ognisku. I do późnej nocy płyną dźwięki jeździeckich piosenek, a ognisko pali się do ostatniego płomyka.