Relacja z Hubertusa
Jak co roku goniliśmy za lisem. Zabawa jak zwykle była przednia. Uczestnicy dopisali. Jednym słowem: Jeszcze jeden udany Hubertus. ;)
Po przygotowaniu naszej drużyny padła komenda: Na lisa! Po czym pojechaliśmy stawić czoła naszym przeciwnikom.
Wraz z reprezentacją TKKF Podkowa i kilkoma jeźdźcami z Talarkowa stanęliśmy w polu wyczekując na rudego spryciarza.
Po prezentacji jeźdźców padła komenda: Lisa goń! i zaczęła się zabawa.
Tętent kopyt, rozwiane grzywy i ogony - widok przepiękny. Rudzielec sprytny był i nie dał się zagonić w kozi róg. Skutecznie unikał goniących go jeźdźców. Trwało to dobry kwadrans zanim zmęczony dał się złapać.
Dokonała tego amazonka z Podkowy, którą tradycyjnie skąpaliśmy w rzeczce.
Nastał moment dekoracji uczestników, gratulowania wygranej i dyskusji jak to niewiele brakowało... Lis pożegnał się z iście ułańską fantazją i rozjechaliśmy się do naszych stajni napoić zmęczone rumaki.
Jeszcze chwila dyskusji, oceniania strat i planowania strategii na przyszły rok. Reporterzy zawzięcie uwieczniali wszystko dla potomnych i to co istotne i to co zupełnie zbędne. ;) Niektórzy wracali z tarczą, a niektórych przywieziono na niej...
I tak wszyscy zadowoleni jak i ci lekko rozczarowani zaczęli zabawę. Wszyscy z załadowali się do swoich stalowych rumaków i wielką zgrają przejechaliśmy do Podkowy gdzie w tym roku była impreza. Atmosfera była iście Szarżowa. Jak to ktoś sławny mówił kiedyś: "Siedzą, piją, lulki palą, tańce, hulanki, swawola, ledwie karczmy nie rozwalą ..."
Oj działo się, działo...
Niech żałuje kto nie był i za rok niech bawi się z nami. Dla spragnionych szerszej relacji jest relacja foto z całego dnia.


